﻿<title_newspaper=”Trybuna Ludu”> 
<title_article=”Jak umiędzynarodowić pokój”> 
<author_1=”Bolesław Wójcicki”>
<author_2=””> 
<language=”pl”> 
<style=”press”>
<year="1954">
<month="5">
<date=”1954-05-14”>
<period=”d”>
<status=”1_obieg”>
<support=”paper”>
Powtarzają przy tym w kółko, że gdyby nie Związek Radziecki, Chiny Ludowe, Polska i inne kraje demokracji ludowej w Europie i w Azji, nie byłoby w ogóle groźby wojny, panowałaby niczym nie zmącona sielanka a oni z radością zamknęliby wtedy na kłódkę swoje fabryki armat, czołgów, samolotów, bomb zwykłych, bomb atomowych i wodorowych.
Amerykańscy — i nie tylko amerykańscy — magnaci liczą widocznie na krótką pamięć ludzkości. Przez setki lat wyzyskiwacze rozpętywali krwawe wojny, mimo, że nie istniało na świecie ani jedno państwo socjalistyczne. W 1914 roku, gdy wybuchła pierwsza straszliwa rzeź światowa, nie było jeszcze Związku Radzieckiego.
W istocie powstanie, istnienie i rozwój potężnego mocarstwa socjalistycznego oraz szeregu innych państw antyimperialistycznych, tworzących światowy obóz demokracji i socjalizmu — nie tylko nie stwarza niebezpieczeństwa wojny, lecz wprost przeciwnie: pęta ręce imperialistom i oddala niebezpieczeństwo pożogi światowej. Jest to jedna z przełomowych dla ludzkości konsekwencji zwycięstwa Wielkiej Październikowej Rewolucji Socjalistycznej i zwycięstwa ZSRR w drugiej wojnie światowej.
*
Twarde fakty, niezmiernie dla Waszyngtonu twarde fakty dowodzą, iż najważniejszym dziś dla ludzkości problemem nie jest bynajmniej, jak „umiędzynarodowić wojnę”, lecz jak umiędzynarodowić pokój. I to niezależnie od różnic ustrojowych istniejących pomiędzy poszczególnymi państwami czy grupami państw. Niezależnie od tych różnic i ponad tymi różnicami. Kierunek bowiem dążeń i pragnień setek milionów ludzi w całym świecie biegnie wręcz odwrotnie niż linia podziału uparcie narzucana przez Waszyngton.
Zapewne, należy wystrzegać się nadmiernego optymizmu i nie należy niedoceniać uporu najbardziej awanturniczych sił agresji. Ale spójrzmy np., jak się dotychczas oprocentowała panu Dullesowi polityka „umiędzynarodowienia wojny” w Indochinach. Żałośnie. Tak żałośnie, że koła rządzące USA usiłują teraz przeciąć pępowinę łączącą projekt „wspólnej akcji” z „paktem bezpieczeństwa i Azji południowo-wschodniej”. Tu prawdopodobnie szukać też należy źródła deklaracji składanych kolejno przez najwyższe czynniki USA na temat możliwości „modus vivendi” (pokojowego współżycia) w Indochinach.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
